czwartek, 23 stycznia 2014

Mam dosyć , umieram. Rozdział IV - Corvus

Dalsza część wspomnień Corvusa , będę pisała raz jego wspomnienia przeszłości, a raz teraźniejszość Violi. <3

Nie mogłem dłużej patrzeć w te pełne lęku i obawy oczy. Po jakiejś chwili ciszy zobaczyłem , że jej oczy zrobiły się jeszcze większe i wtedy to usłyszałem , a nawet poczułem. Piechota jeździecka, za pewne wrogo nastawiona była skierowana w naszym kierunku, ponad 100 koni , jestem pewien… ale co oni tutaj robią. Spojrzałem wymownie na moją opraw czynię i musiałem zdecydować. Zostawić ją tutaj , czy uciekać do kryjówki , gdzie i tak zginie.Czułem jej strach , który przelewał się do mnie jak woda ze strumyku . Jedna sekunda zaważyła o mojej decyzji. Chwyciłem ją mocniej za nadgarstek, po czym wstałem i pociągnąłem ją ku sobie  by nasze oczy były na tej samej wysokości, czułem jej oddech na sobie. Jej piękno mnie oślepiało , ale nie mogłem dać się zwieść.
- Spróbuj jakichkolwiek sztuczek , a skończysz gorzej niż nawet możesz to sobie wyobrazić.- powiedziałem przez zaciśnięte zęby na co ona się nawet nie wzdrygnęła. Delikatnie skinęła głową, a ja puściłem jej ciepły nadgarstek. Gwałtownie założyła kaptur na głowę , a ja poszedłem w jej ślady. Są co raz bliżej , nie ma czasu… Odnalazłem swój sztylet , odebrałem jej łuk i zabrałem się za tuszowanie śladów. Było to nie lada zadanie, śnieg na którym leżeliśmy i tarmosiliśmy się przed chwilą kompletnie stopniał , a wokół były ślady stóp i walki. Zrobiłem co mogłem , a ona tylko mnie obserwowała bez słowa. Na jej miejscu na pewno już dawno bym uciekł , a może to jakaś gra?  Gdy wstawałem jedna ze strzał ze świstem przeleciała obok rozcinając mój płaszcz. Już tu są. Podbiegłem do kobiety i złapałem ją za ramię ciągnąc z tego miejsca jak najdalej. Próbowałem ją ochronić, chciałem by była bezpieczna, dlaczego ? Nie mogę teraz poświęcać się myślom , które mnie dekoncentrują, dlaczego ona cała mnie dekoncentruje. Po jakimś czasie usłyszałem krzyki i wydawanie rozkazów, nie mogłem dać za wygraną , nie potrafiłem, więc postanowiłem się bronić. Pchnąłem ją za jedno z drzew , a za drugim schowałem się ja. Wspiąłem się i wyczekiwałem. Ona stała sparaliżowana na dole, tam gdzie ją zostawiłem.
- Psst…- Nie zareagowała- Fleur... Fleur! - Nie miałem pojęcia dlaczego zacząłem wołać do niej kwiatuszku, może dlatego , że przypominała piękną świeżą lilię. Zrobiłem to w błogiej nieświadomości. Cały czas tam stała, kurczowo trzymając się drzewa. Nawoływałem , choć ani jedno z moich słów do niej nie dotarło, postanowiłem zejść z drzewa i przywrócić ją do rzeczywistości , ale było już za późno. Dotarli do niej , a ja dopóki nic jej nie jest ,muszę ,MUSZĘ zachować dyskrejcję. Jeden z nich, dowódca (poznałem po jego ubiorze) i znaczącym gwiździe , którym zawsze się posługiwał , gdy znalazł cos wspaniałego. Znałem go z wypadów gdy bywałem po ich stronie i jednocześnie sabotowałem. Był to ciężki orzech do zgryzienia. Obserowałem z kryjówki , a w środku cały krzyczałem z powodu swojej bezsilności. Usłyszałem  jego słowa które  rozbrzmiały jak warkot silnika , wciąż powtarzał z wyczuwalnym włoskim akcentem , którego nie znosiłem."bene , bellissima!  Co za piękna istota" Musiałem jeszcze chwilę wytrzymać było ich około 6-7 nie widziałem dokładnie ,gdyż gałęzie drzew zasłaniały przeciwników. W taki razie gdzie jest reszta, czułem setkę na pewno. Wyciągnąłem miecz choć wiedziałem ,  że nie mogę atakować, dowiedzieliby się kim jestem i plan ratowania naznaczonych legł by w gruzach wraz z moją śmiercią i wstąpieniem Argona na moje miejsce. Zrobiłem to tak by nikt nie usłyszał najmniejszego szelestu , ale ona usłyszała. Jej wyraz twarzy , gdy zdała sobie sprawę w jakiej sytuacji się znajduje wydawał się być nieustraszony, pełen determinacji. Nie mogłem ukryć podziwu dla niej, ale jednak coś poszło nie tak. Nie oddałem jej łuku, co za bezmyślność ... nie miała się czym bronić, a ze sztyletem nawet ona miała marne szanse. Pułkownik Gringo (tak zwracali się do niego wszyscy , gdyż nie zdradził nam swojego imienia. Nigdy .) Zeskoczył z konia, poprawił płaszcz po czym gwałtonie przylgnął do niej sapiąc głośno do ucha. Złapał jej dłoń i wyrwał sztylet , tak , że ostrze wbiło się pozostawiając krwawy głęboki ślad na jego ręce.Nie mogłem tak dłużej stać bezczynie. Wziąłem łuk , naciągnąłem strzałę na cięciwę i czekałem na stosowny moment do wypuszczenia strzały. Jeżeli zrobiłbym to teraz, jeden z jego towarzyszy zabiłby ją... natychmiast. Gringo zrzucił jej kaptur i przejechał dłonią po policzku.

-No no no... - wymruczał , a mnie się zrobiło niedobrze. Nie ma mowy na to , że pozwolę mu ją w ten sposób dotykać. Jeden z jego pomagierów udał się w przeciwnym kierunku zostawiając ich tylko w 5. Widziałem wszystkich , więc chciałem przystąpić do ataku , ale przerwałem gdy chusta z jej głowy została zerwana i na mroźne powietrze wypłynęły jej piękne długie rudawe włosy. Okalające tą delikatną twarz. Zdarł z niej płaszcz... dlaczego ona się nie obroni, dałaby sobie z nim radę. Pod drzewem stał piąty strażnik. Objąłem nogami najmocniej jak potrafiłem gałąź drzewa, obróciłem się i zatkałem mu usta wsuwając ostrze z rękawicy prosto w jego krtań. Jest bezpiecznie nikt nie zauważył. Jego ciało było ciężkie i wiotkie, ale udało mi się wciągnąć je na gałąź drzewa. Kątem oka obserwowałem co się dzieje z niebieskooką. Przystąpiła obrony gdy Gringo próbował rozpruć jej mocno zaciśnięty gorset. Uderzyła go tak jak mnie tylko z większą złością i energią, on tylko się skrzywił. Zaczął ją katować, dostała w twarz , a ja nie mogłem w to uwierzyć. Strzała automatycznie trafiła w dłoń , która przymierzała się do ataku na bezbronną kobietę. Na drugą szansę nie miałem zmiaru czekać. Zeskoczyłem z drzewa najszybciej jak potrafiłem zabijając na swej drodze kolejnego towarzysza pułkownika, adrenalina cała we mnie buzowała. Nie czułem już chłodnego rześkiego leśnego powietrza,ani nawet bólu gdy strzała trafiła w moje ramię. Zabijałem wszystkich bez opamiętania , nie zwracałem uwagi kto biegnie w moją stronę, liczyła się tylko ona i jej bezpieczeństwo. Sunąłem ku osobie , której nienawidziłem od pierwszego dnia naszego spotkania, nie wiedział co się dzieje gdy naskoczyłem na płk. G i wbiłem nóż prosto w jego twarde zgorzkniałe serce. Patrzyłem mu prosto w oczy , które były zszokowane moim widokiem, cóż udawałem jego przyjaciela i choć było to nie w porządku to zemsta jest słodka. Następnie rzuciłem mieczem w kierunku któregoś z nowicjuszy zabijając go i przy okazji wyciągając broń z jego tylnej kieszeni , dzięki czemu pokonałem resztę. Gdy pozbierałem swoje zabawki i parę niezbędnych rzeczy należących do już martwych przeciwników zwróciłem się do drżącej skulonej na ziemi drobnej osóbki. Miała rozciętą wargę i siny policzek, do tego dochodziło parę siniaków na ramionach i szyi. Targało mną ogromne poczucie winy, że nie potrafiłem zapewnić jej dostatecznego bezpieczeństwa. Jeszcze paręnaście minut temu zabiłbym ją bez zająknięcia. Zbliżyłem się ,a ona wzdrygnęła jakbym chciał jej zrobić krzywdę. Była pusto wpatrzona w przestrzeń. Jej piękno onieśmielało, ale pokonałem to w sobie i powiedziałem.
- Musimy iść , niedługo będzie ich tutaj więcej- wyciągnąłem dłoń ku niej i. Jedna z łez wypłynęła na wskroś jej policzka, wytarła ją w tempie natychmiastowym- ni zrobię Ci krzywdy jesteś ze mną bezpieczna , obiecuję. - Spojrzała na mnie niepewnie , ale po chwili zgodziła się kiwając głową . Chciałem okryć ją swoim płaszczem ponieważ jej był zniszczony, jak reszta ubrań , nawet te na niej. Dopiero teraz odczułem ból związany z strzałą w moim ramieniu. Adrenalina wyparowała już z mojego organizmu i wszystkie mięśnie krzyczały i błagały o odpoczynek, nie mogłem sobie na to pozwolić. Strzała podczas walki złamała się , a ja nawet nie zwróciłem na to uwagi.  Powoli ściągnąłem płaszcz z siebie i ujrzałem kolejne rany. To nic , zagoją się. Opatuliłem ją delikatnie , a ona uporczywie trzymała się tego płaszcza jakby był jej całym światem , jej tarczą. Tak odważna i waleczna kobieta znalazła się w Ryedale ,a  i tak nie podołała tym warunkom, była na to zbyt kobieca.  Pomogłem jej wstać, nie znałem jej imienia , choć chciałbym wiedzieć to teraz , natychmiast,nie. Nie będę o nic pytał. Od początku naszej znajomości nie odezwała się ani jednym słowem. Rozumiem ją , nie ufa mi, ja jej również chociaż gdzieś w głębi mojej zagmatwanej duszy czuję jakbym znał ją od zawsze. Po paru krokach tułaczki wsparta o moje ramię nie wytrzymała i prawie upadła strasznie się przy tym krzywiąc. Podtrzymałem ją w tej pozycji chwilę i byłem pewien , że nie da rady iść dalej. Głośno dyszała i wyglądała na bledszą niż przedtem.  Wziąłem ją na ręce i mówiłem coś byleby nie odpłynęła. Pozwalałem sobie ukradkiem na nią spojrzeć, na jej włosy opływające moje ręce, na delikatną jak kwiat urodę, długie ciemne rzęsy i piękne jak niebo oczy. Wstyd mi było , że choć jej nie znam patrzę na nią w ten sposób. Wrzuciłem na siebie maskę bezinteresowności i wkroczyłem cały obolały do kryjówki pod ziemią upadając z nią w ramionach na kolana tuż przed drzwiami do głównej hali.



PRZESADZIŁAM? ? XDDD

1 komentarz:

  1. Niee raczej nie , jest okej :DD kiedy dalsza czesc ??

    OdpowiedzUsuń