wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział XI - Viola " Nadzieja Matką Głupich"

Rozdział XXI
Tragedia, tragedia....TRAGEDIA!!! Co się dzieje ?! Czułam jak moja podświadomość coraz bardziej się w sobie gubi. Zatracam się w sobie. Obracałam się wokół nicości gdy dostrzegłam w oddali uśmiechniętego chłopca. Jego imię skrzeczało mi w głowie. Wielkie brązowe oczy wpatrywały się we mnie z niecierpliwością , ale na twarzyczce igrał uśmiech. Wydawał mi się znajomy.

- Matt - szepnęłam. Chłopiec wyszczerzył się jeszcze bardziej a palcem wskazał coś za mną  po czym uciekł. Odwróciłam pomału głowę ,wyobrażając sobie najgorsze. Otaczała mnie biel i nic poza tym. Umarłam ? Próbowałam sobie przypomnieć kim jestem , jak się tu znalazłam i co robiłam zanim tu trafiłam. Bez skutecznie, ponieważ od razu uderzał mnie ogromny ból głowy, wtem tuż obok mnie pojawiła się wysoka kobieta o kruczo-czarnych włosach. Odskoczyłam jak sparzona. W swoich odczuciach zastałam jedynie zaskoczenie iż się jej nie boję.
- Nie umarłaś córo Nadziei.- Skinęła wdzięcznie głową. Była bardzo piękna , chyba każdy chciałby tak wyglądać. To znaczy każda kobieta, chyba że... A nie ważne.

- Nie rozumiem.... - wyszeptałam , a ona uniosła dłoń w geście zachowania ciszy.
- Musisz wrócić, Twój przyjaciel jest w niebezpieczeństwie. - O jakim przyjacielu ona mówi. Nie miałam bladego pojęcia co się dzieje, ale nie bałam się ani trochę. Zbliżyła się i ucałowała mnie w czoło. - Pamiętaj , że jestem przy Tobie. - Poczułam ogromny skurcz żołądka i jak czyjeś dłonie wypychają mnie z tego dziwnego miejsca.

 Otworzyłam oczy i ujrzałam rozgwieżdżone niebo , rozpoznałam gwiazdozbiór kruka i dużej niedźwiedzicy , a tuż obok gwiazdę polarną. Coś gorącego smagało moją dłoń i cała obolała obróciłam się w tamtą stronę. Gwałtownie uniosłam się do pionu i zamarłam. Wszystkie wspomnienia do mnie wracały , nawet ten dziwny sen , który przed chwilą miałam. Córa Nadziei. Jęknęłam. Dookoła mnie rozchodziły się płomienie i resztki samochodu , który wcześniej prowadził Corvus. Corvus... Gdzie on jest ?! Rozglądałam się szamocząc wte i we wte. Łzy spływały mi po policzkach. 
- Corvusie ? - Grobowa cisza.- Corvusie ?! - Krzyknęłam , a tuż za sobą usłyszałam czyjś przerażający śmiech. Obróciłam się na pięcie i zobaczyłam kobietę , tą przez którą zdarzył się ten wypadek. Głęboko wciągnęłam powietrze do płuc. Trzymała Corvusa w ciasnym uścisku , z którego nie potrafił się wyrwać. W dłoni trzymała biały sztylet z wyrytymi zdobieniami na rękojeści. Przypomniały mi się słowa kobiety o niezachwianej urodzie. " Twój przyjaciel potrzebuje pomocy. " Więc jego miała na myśli , ale co ja mam zrobić ?
- I co się tak gapisz? - Syknęła kobieta , ale ona nie była człowiekiem. Czułam to całą sobą. W czymś przypominała Corvusa. Była ładna , ale coś mi w niej nie pasowało. Krótkie blond włosy i jadeitowo-zielone oczy, które błyszczały pod wpływem ognia otaczającego nas wszystkich. Była wysoka i szczupła lecz emitowało od niej ideałem skalanym przez jeden mały błąd...
- Jesteś upadłym Aniołem. - wypaliłam. Muszę chwilę pomyśleć nad tym jak uratuję Corvusa. Na razie zajmę ją tą gadką szmatką... Wybuchnęła śmiechem, a ja czułam jak szkło z ziemi wbija mi się w stopy przez podeszwy butów zadając ból.
- A Ty jesteś spostrzegawcza ! - Nadal się śmiała. Myśl Viola , Myśl! Corvus patrzył na mnie jak na idiotkę , czułam naszą bezradność i nagle uderzyła we mnie jego złość.
"Co Ty wyprawiasz?! Uciekaj!" -przesłał mi w myślach.

- Nie mogę Cię zostawić ! - krzyknęłam , a on wytrzeszczył oczy. -Czego chcesz wariatko ?!-wykrzyczałam drżąc.
- Przepustki.- warknęła. O co jej chodziło... Oczy Corvusa gwałtownie błysnęły i gdy tylko się poruszył broń drasnęła jego ciało i na zewnątrz wypłynęła strużka krwi. Krzyknął przez zaciśnięte zęby , a ja nie miałam pojęcia jak to wszystko rozpracować.
- Do czego ? - zapytałam zdezorientowana. Upadły Anioł zaczął gwałtownie rechotać.Corvus próbował zatamować dłonią krwawienie , ale nie mógł się nawet poruszyć. Trwał taki sparaliżowany, to znaczy w pewnym sensie, ponieważ grymas bólu wykrzywiał jego majestatyczne rysy twarzy, a wszystkie mięśnie były wyraźnie napięte. Panika narastała we mnie wraz z indolencją.
- Dobra ułatwię wam tą zagadkę.- teatralnie przewróciła oczami i kontynuowała -  Szukam tak zwanej Córy Nadziei. Nie mam pojęcia co to do cholery znaczy, ale poszukuję jej, a wy pomożecie mi ją znaleźć.- moje serce zatrzymało się na parę chwil. Miałam wrażenie , że dostaję wytrzeszczu oczu. Choć na całe  szczęście moja twarz pozostała niewzruszona a głos stał się opanowany. W głębi duszy czułam , że powinnam się zgodzić i najzwyczajniej nie mam innego wyjścia.
- Jeśli go wypuścisz - spojrzałam na nią znacząco. - pomożemy Ci odszukać tą... tego kogoś. - W głowie huczało mi od głosu kobiety ze snu "
Nie umarłaś córo Nadziei." Ledwo utrzymywałam się na nogach . Jakaś tajemnicza siła trzymała mnie silnie i pewnie na wprost dwóch nadprzyrodzonych (?) istot.
- Jestem Jocelyn - rzuciła , popychając w moją stronę Corvusa , który jak pod wpływem czaru rozluźnił wszystkie mięśnie i padł mi bezwładnie w ramiona przygniatając swoim ciężarem. Kucnęłam na ziemi głaszcząc go po włosach , utrzymując jego głowę na swoich kolanach. Powietrze stawał się opuszczać swąd spalenizny , a chłód porażał moje ramiona. Drżałam tłumiąc łzy i zdałam sobie sprawę , że wymawiam imię Corvusa jak modlitwę. Gdy tak czekałam na jakąś oznakę życia wreszcie uniósł swą dłoń i otulił nią jak płaszczem ochronnym mój policzek. Tyle dawał mi jego dotyk. Czuł to samo, a może tylko ja jestem taka , a boja wiem naiwna i pełna nadziei ? W końcu byłam jej córką, co i tak nie pozwalało mi myśleć pozytywnie. Szczerze mówiąc , kto by myślał w takiej sytuacji pozytywnie.
- Uśmiechnij się -wyszeptał prawie niedosłyszalnie , głaszcząc mnie kciukiem po policzku. Starałam się wypełnić jego wolę i uśmiechnąć poprzez łzy. Raczej nie wyszło za dobrze , bo parę łez opadło na jego twarz. - Tak lepiej. -Kąciki jego ust uniosły się lekko więc chyba się uśmiechnął. Leżał ze zmrużonymi oczyma , a po chwili jego kredowo- biała twarz nie wyrażała już niczego.

- Co mam robić ? -wyszeptałam trzymając jego opadającą chłodną dłoń , która przedtem z ciepłem dotykała mojego policzka. Zapomniałam o otaczającym mnie świecie. Coś się stało Corvusowi , a ja nie potrafiłam temu zaradzić. Jestem niepotrzebna i problemowa. Nie mogę go uratować. On nie żyje. Tylko i wyłącznie przeze mnie! Do oczu znów napłynęły mi łzy zamazując wszystko dookoła.  Dźwięk obijającego się plastiku i szkła obudził mnie z transu.
- Ee gołąbki , idziemy. - GOŁĄBKI ?! Przecież on umarł, a ona sobie stroi żarty ?! Złość we mnie buzowała. Może i byłam impulsywna i wredna dla Loli , ale to był upadły Anioł, więc policzyłam do 10 zanim zabrałam głos. - Pospieszcie się, nie będę czekać całej nocy bo się migdalicie ! - wrzasnęła. No nie tego było już za wiele.
- Gdybyś nam nie rozwaliła samochodu, nie zrobiła takiej scenki i zachowała choć trochę rozumu już dawno bylibyśmy w drodze ! - wykrzyczałam resztkami sił. Corvus otworzył oczy niczym sparzony wrzącą wodą na co ja się wzdrygnęłam i jednocześnie ucieszyłam. W tym samym momencie Jocelyn mknęła ku mnie z niewiarygodną szybkością odpychając na kilkanaście matrów. Sturlałam się do rowu pełnego szyszek i nie chciałam wiedzieć czego jeszcze. Auć, to chyba bolało.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Oh misty eye of the mountain below...

And I See Fire inside the mountain !

Uwielbiam Hobbita i Władcę Pierścieni po prostu od dzieciaka. Kto się ze mną nie zgadza , że te filmy są nieziemskie... TAM SĄ DRZWI.  ---->