Maj 1814,
Wiatr , sama jego obecność dodaje mi znacznej otuchy. Czuję , że w całości mnie przepełnia. Czuję , że nie jestem sam. Tęsknię za dniami błogiej beztroski gdy nie wiedząc jak skończę, słuchałem historyjki opowiadanej przez matkę o kruku żyjącym wśród gwiazd. Zapominałem wtedy o otaczającym mnie świecie. Odchodziłem daleko , szybowałem wraz z nim po głębokim i rozłożystym niebie. Teraz będąc na statku nasłuchiwałem znanego mi jak dotąd trzepotu skrzydeł mojego wiernego druha. Pierwszy raz od ponad 100 lat o ile nie myli mnie pamięć, wracam do pisania dzienników. Podczas podróży na statku jest to bardzo pomocne , a będąc kapitanem istotnie byłoby coś po sobie zostawić. Biorąc pod uwagę własną nieśmiertelność. Moja załoga poszukuje niejakich "błękitno krwistych" , którzy łakną mocy i władzy naznaczonych. Naznaczeni potrafią komunikować się z żywiołami, kontrolować pogodę , a nawet zmieniać kształty i wdawać się w rozmowy ze zwierzętami. Toż to ciekawa historyjka. Każdy kto to przeczyta na pewno pomyśli " Co to za bzdury" , "W tym nie ma za krzty prawdy". Ważne jest to co ja wiem. Zapomniałem już jak ciężko zapisać własne uczucia na pożółkłej kartce przesiąkniętej zapachem soli i starości. Jak ciężko do tego wrócić i wyrzucić z siebie wszystko co mnie dręczy , ale w końcu po to to robię. Chcę pozbyć się tych uczuć w inny sposób niż ostatnio było mi dane. Śnię o niej. Gdy tylko przymknę powieki ona znikąd pojawia. Jak gdybym nieustannie ją nawoływał. Niestety dobrze wiem , że od dawna nie żyje i już nigdy nie wróci. Nie pozostawiono mi nawet cząstki Nadziei. Wczorajszego dnia widziałem ją w porcie. Jak swymi małymi smukłymi stópkami podąża za rybakami. Czułem , że to ona, lecz nie podszedłem. Twierdziłem , że to zwidy dopóki jej noga nie stanęła na moim statku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz