Złość cała we mnie buzowała. Nie potrafiłem się kontrolować. Gdy Hayley - niebieskooka- pomogła mi odzyskać wspomnienia, poczułem się chory i jakbym dopiero co obudził się z głębokiego snu. Po pewnym czasie wstąpiła we mnie niewyobrażalnie wielka nienawiść. Agenor krzywdził tak wielu ludzi a ja mu to puszczałem płazem. Robiliśmy tak wiele złego.Byłem Demonem, byłem zmuszony do takiego zachowania.
- Chciałaś mnie zabić.- syknąłem. - Szukałaś dowódcy tego zgromadzenia, a nawet nie wiedziałaś jak wygląda.- Stała teraz oparta o framugę z założonymi rękoma. Rany po ostatnim starciu dzięki jej magii zdążyły się zagoić. Jednak ja dzięki swojemu nadprzyrodzonemu wzrokowi dostrzegałem zielonkawego siniaka na policzku i fioletowe ślady na dekolcie i szyi. Miała na sobie swój biały płaszcz zwiadowcy a dłoń niedaleko srebrnego ostrza , którym poprzez jedno draśnięcie mogła mnie skrzywdzić , a rana by się nie zagoiła. Jedynie jej magia byłaby w stanie mnie uratować. Zazwyczaj demony potraktowane tymże ostrzem ginęły po parunastu minutach z powodu swojej indolencji. Siedziałem przy biurku w moim "biurze" w podziemnej kryjówce. Skromnie urządzone.Brązowe ściany, brązowe drewniane meble, skórzane dywany. Byłem najwyżej postawioną tutaj osobą a żyłem jak każdy inny. Wszystkie wspomnienia co do mojego życia wróciły. Nawet te z dzieciństwa, ale gdy jej usta spoczęły na moim czole po nieprzewidzianej przemianie w demona ona również poznała moją przeszłość. Wiedziała o mnie wszystko , najbardziej skrywane tajemnice , fobie. Agenor kręcił się w tą i z powrotem po moim gospodarstwie. Bardzo mnie to irytowało i ponownie miałem wrażenie , że nas podsłuchuje. Byłem okrutny wobec Hayley , ale nie chciałem by się do mnie przywiązywała lub żeby mnie chociaż "polubiła". Bałem się o to , wtedy groziło by jej zbyt wielkie niebezpieczeństwo , bycie czarownicą w niczym jej nie pomaga. Gestem zachęciłem ją by usiadła na drewnianym krześle na wprost mnie.
- Agenorze , zostaw nas samych. - wydałem rozkaz , podczas gdy on przystanął przy drzwiach z niedowierzaniem na parę sekund i wyszedł tupiąc niemiłosiernie głośno.
- Jaki jest cel Twojej podróży ? Oprócz odnalezienia mnie. - użyłem tonu , którym tylko posługiwałem się podczas jakichś zatargów. Usiadła , a jej wyraz twarzy się nie zmienił, cały czas był no cóż. Obojętny. Nie przeszkadzało mi to choć dzięki temu bardziej mnie ciekawiła jej postać.
- Potrzebuję przewodnika. - Hayley mało mówiła. Praktycznie wcale. Jej pierwszymi słowami , które użyła wobec mnie były " Nie ruszaj się" gdy chciała mnie zabić . Uważała , że to ja jestem tym demonem , który który zdradził jej gwardię. Mała kłamczucha.
- I co w związku z tym? - próbowałem udawać obojętnego , ale gdy tylko nasze oczy się spotykały coś we mnie pękało. Czułem się bezbronny, znała mnie za dobrze. - Oczekujesz pomocy od demona?- zakpiłem.
- Tylko Ty potrafisz użyć klucza do bramy pomiędzy tymi światami. - zatkało mnie. Czułem jak moje usta się otwierają , jak szczęka dosłownie opada mi na ziemię. Wstałem najszybciej jak potrafię i zamknąłem drzwi wejściowe na klucz oraz te od biura. Dlaczego chciała bym zniszczył coś co zniszczy wszystko inne. Brama do Limbo prowadziła do miejsca w którym byli ludzie pomiędzy niebem a piekłem . Niszcząc Limbo zniszczę piekło, ale nie zniszczę wszelkiego zła na ziemi. W sumie to miało sens chociaż to było zbyt dobre. Jaka czarownica tak po prostu dla dobra świata chciałaby zniszczyć to miejsce. Żadna.
- Od dawna nie widziałem tego klucza. - Udałem w zamyśleniu. Oczywistą oczywistością było to , że wiedziałem KTO jest kluczem.-Wiem , że masz jakieś ukryte motywy, ale nie powinniśmy tutaj o tym rozmawiać.- Skinęła delikatnie głową. Hayley była piękną kobietą. Wyglądała wspaniale. Jej włosy opadały daleko za ramiona, smukła sylwetka. Hipnotyzujące oczy. W jednej chwili byłem za blisko, za blisko niej. Staliśmy tuż obok siebie. Najwidoczniej wstała gdy pobiegłem zamknąć drzwi. Zaletą bycia nadprzyrodzoną istotą była przydatna sprawność fizyczna.
- Wiem , że niegdyś byłeś dobry. - wydyszała. Wspomnienia z dni w których byłem tym dobrym uderzyły z bolesnym łomotem.- Nie tęsknisz za tym ?- Zdradziłem dobro , zabijałem niewinnych ludzi, wojna pomiędzy światami i zbyt długi żywot mnie zmienił. Czy ona sugerowała mi pomoc w odkupieniu ? Nic nie zmieni tego kim się stałem. Nic nie zmieni tego kim jestem.Czułem jej zapach , mogłem jej dotknąć, ale w porę się opamiętałem i odsunąłem dwa kroki dalej. Nie znam jej, jest dla mnie prawie jak obca osoba , a czuję jakbym znał ją od zawsze.
- W porządku , pomogę Ci . Nie obiecuję , że misja się powiedzie. - Wyglądała na zawiedzioną gdy się odsunąłem. Gdy wypowiedziałem słowa "pomogę Ci " jej twarz pojaśniała.
- Dziękuję - uśmiechnęła się chytro.- Ja nie obiecuję , że będziesz ze mną bezpieczny.- Mimo wszystko uśmiechnąłem się. Hayley Ardon była zaskakująca i nie powiem w tej chwili zabawna. Nie mogę o niej myśleć w żaden pozytywny sposób, nie powinienem. To jest złe , a jeśli chodzi o Limbo... to będzie mi ciężko zniszczyć miejsce , w którym się tak świetnie bawiłem. Odzyskałem głos i dotknąłem jej ramienia. Tak tylko... przyjacielsko.
- Możesz spać w mojej sypialni , a jutro z samego rana wyruszamy. - Odprowadziłem ją do pokoju , a sam ułożyłem się na niewygodnej kanapie. Byłem miło zaskoczony, bo wszelka złość jaką wcześniej do wszystkiego żywiłem odeszła ode mnie po rozmowie z Hayley. Całą noc nie zmrużyłem oka , gdyż myślałem tylko i wyłącznie o niej.
- Chciałaś mnie zabić.- syknąłem. - Szukałaś dowódcy tego zgromadzenia, a nawet nie wiedziałaś jak wygląda.- Stała teraz oparta o framugę z założonymi rękoma. Rany po ostatnim starciu dzięki jej magii zdążyły się zagoić. Jednak ja dzięki swojemu nadprzyrodzonemu wzrokowi dostrzegałem zielonkawego siniaka na policzku i fioletowe ślady na dekolcie i szyi. Miała na sobie swój biały płaszcz zwiadowcy a dłoń niedaleko srebrnego ostrza , którym poprzez jedno draśnięcie mogła mnie skrzywdzić , a rana by się nie zagoiła. Jedynie jej magia byłaby w stanie mnie uratować. Zazwyczaj demony potraktowane tymże ostrzem ginęły po parunastu minutach z powodu swojej indolencji. Siedziałem przy biurku w moim "biurze" w podziemnej kryjówce. Skromnie urządzone.Brązowe ściany, brązowe drewniane meble, skórzane dywany. Byłem najwyżej postawioną tutaj osobą a żyłem jak każdy inny. Wszystkie wspomnienia co do mojego życia wróciły. Nawet te z dzieciństwa, ale gdy jej usta spoczęły na moim czole po nieprzewidzianej przemianie w demona ona również poznała moją przeszłość. Wiedziała o mnie wszystko , najbardziej skrywane tajemnice , fobie. Agenor kręcił się w tą i z powrotem po moim gospodarstwie. Bardzo mnie to irytowało i ponownie miałem wrażenie , że nas podsłuchuje. Byłem okrutny wobec Hayley , ale nie chciałem by się do mnie przywiązywała lub żeby mnie chociaż "polubiła". Bałem się o to , wtedy groziło by jej zbyt wielkie niebezpieczeństwo , bycie czarownicą w niczym jej nie pomaga. Gestem zachęciłem ją by usiadła na drewnianym krześle na wprost mnie.
- Agenorze , zostaw nas samych. - wydałem rozkaz , podczas gdy on przystanął przy drzwiach z niedowierzaniem na parę sekund i wyszedł tupiąc niemiłosiernie głośno.
- Jaki jest cel Twojej podróży ? Oprócz odnalezienia mnie. - użyłem tonu , którym tylko posługiwałem się podczas jakichś zatargów. Usiadła , a jej wyraz twarzy się nie zmienił, cały czas był no cóż. Obojętny. Nie przeszkadzało mi to choć dzięki temu bardziej mnie ciekawiła jej postać.
- Potrzebuję przewodnika. - Hayley mało mówiła. Praktycznie wcale. Jej pierwszymi słowami , które użyła wobec mnie były " Nie ruszaj się" gdy chciała mnie zabić . Uważała , że to ja jestem tym demonem , który który zdradził jej gwardię. Mała kłamczucha.
- I co w związku z tym? - próbowałem udawać obojętnego , ale gdy tylko nasze oczy się spotykały coś we mnie pękało. Czułem się bezbronny, znała mnie za dobrze. - Oczekujesz pomocy od demona?- zakpiłem.
- Tylko Ty potrafisz użyć klucza do bramy pomiędzy tymi światami. - zatkało mnie. Czułem jak moje usta się otwierają , jak szczęka dosłownie opada mi na ziemię. Wstałem najszybciej jak potrafię i zamknąłem drzwi wejściowe na klucz oraz te od biura. Dlaczego chciała bym zniszczył coś co zniszczy wszystko inne. Brama do Limbo prowadziła do miejsca w którym byli ludzie pomiędzy niebem a piekłem . Niszcząc Limbo zniszczę piekło, ale nie zniszczę wszelkiego zła na ziemi. W sumie to miało sens chociaż to było zbyt dobre. Jaka czarownica tak po prostu dla dobra świata chciałaby zniszczyć to miejsce. Żadna.
- Od dawna nie widziałem tego klucza. - Udałem w zamyśleniu. Oczywistą oczywistością było to , że wiedziałem KTO jest kluczem.-Wiem , że masz jakieś ukryte motywy, ale nie powinniśmy tutaj o tym rozmawiać.- Skinęła delikatnie głową. Hayley była piękną kobietą. Wyglądała wspaniale. Jej włosy opadały daleko za ramiona, smukła sylwetka. Hipnotyzujące oczy. W jednej chwili byłem za blisko, za blisko niej. Staliśmy tuż obok siebie. Najwidoczniej wstała gdy pobiegłem zamknąć drzwi. Zaletą bycia nadprzyrodzoną istotą była przydatna sprawność fizyczna.
- Wiem , że niegdyś byłeś dobry. - wydyszała. Wspomnienia z dni w których byłem tym dobrym uderzyły z bolesnym łomotem.- Nie tęsknisz za tym ?- Zdradziłem dobro , zabijałem niewinnych ludzi, wojna pomiędzy światami i zbyt długi żywot mnie zmienił. Czy ona sugerowała mi pomoc w odkupieniu ? Nic nie zmieni tego kim się stałem. Nic nie zmieni tego kim jestem.Czułem jej zapach , mogłem jej dotknąć, ale w porę się opamiętałem i odsunąłem dwa kroki dalej. Nie znam jej, jest dla mnie prawie jak obca osoba , a czuję jakbym znał ją od zawsze.
- W porządku , pomogę Ci . Nie obiecuję , że misja się powiedzie. - Wyglądała na zawiedzioną gdy się odsunąłem. Gdy wypowiedziałem słowa "pomogę Ci " jej twarz pojaśniała.
- Dziękuję - uśmiechnęła się chytro.- Ja nie obiecuję , że będziesz ze mną bezpieczny.- Mimo wszystko uśmiechnąłem się. Hayley Ardon była zaskakująca i nie powiem w tej chwili zabawna. Nie mogę o niej myśleć w żaden pozytywny sposób, nie powinienem. To jest złe , a jeśli chodzi o Limbo... to będzie mi ciężko zniszczyć miejsce , w którym się tak świetnie bawiłem. Odzyskałem głos i dotknąłem jej ramienia. Tak tylko... przyjacielsko.
- Możesz spać w mojej sypialni , a jutro z samego rana wyruszamy. - Odprowadziłem ją do pokoju , a sam ułożyłem się na niewygodnej kanapie. Byłem miło zaskoczony, bo wszelka złość jaką wcześniej do wszystkiego żywiłem odeszła ode mnie po rozmowie z Hayley. Całą noc nie zmrużyłem oka , gdyż myślałem tylko i wyłącznie o niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz