ROZDZIAŁ II
Davis i Odrey zajęli łóżko, Conor i Loreline kanapę, więc
ja i Corvus spędziliśmy noc na podłodze wspólnie marudząc. Rozmawialiśmy o
literaturze, o tym ,że C chrapie, o jego dawnej szkole o tym , że ma 7 letnią
przyrodnią siostrę, ponieważ rodzice są po rozwodzie , ale przynajmniej SĄ.
Okazało się, że Corvus świetnie maluje i , że parę jego obrazów znajduje się w
małej galerii w centrum Dover , miasta, w którym obecnie mieszkamy. Byłam pod wielkim wrażeniem , że jest no tak... idealny.
Przeprowadził się tu ze względu na Ojca i jego pracę. Ogień w kominku zdawał
się słabnąć na sile , a wyjście z pod koców dawało ryzyko przeżycia hipotermii,
więc obudziłam się w środku nocy cała zmarznięta, szczękałam zębami budząc przez
to Corvusa. Tak mi się bynajmniej wydawało.
- Przepraszam-wyszeptałam tak by nie obudzić innych. -Nie
miałam zamiaru Cię obudzić.- Wpatrywałam się w niego czekając aż się odezwie.
- To nie Twoja wina-szepnął- I tak nie mogłem zmrużyć
oka.- wpatrywał się we mnie zakłopotany.- Nie dlatego, że tu jest chłodno-
zaczął niezrozumiale się tłumaczyć. Poprawka, tu nie było chłodno tu było
lodowacie zimno! Trzęsłam się cały czas więc skryłam pół twarzy kocem.
Zazdrościłam O i Loreline , gdyż one miały ciepło swoich partnerów, a ja cóż
nigdy go nie zaznałam. Przyglądał mi się studiując resztę mojej odkrytej
twarzy.-Tylko dlatego , że... lubię patrzeć na Ciebie gdy śpisz.- Z wrażenia
opuściłam koc kryjący twarz i tak mi się wydaje , że wybałuszyłam oczy. -
Ogólnie lubię na Ciebie patrzeć.-sprostował. Nie byłam w stanie wydusić ani
jednego słowa.- Zimno Ci?- Odetchnęłam z ulgą na tą zmianę tematu, nie wątpię w
to , że Corvus nie tylko złamał wiele
kobiecych serc, ale i zdobył. Przesądna część mnie uważała , że nie mogę być
kolejną na liście , ale ta zauroczona wręcz mnie o to błagała.
-Tiaa jest mi troszkę zimno- próbowałam , na prawdę się
starałam nie szczękać tymi zębami , ale nie podołałam wyznaczonemu przez siebie
zadaniu.- Przeżyję.- Corvus pokręcił głową z małym uśmieszkiem po czym
powiedział:
-Kłamczucha z Ciebie. Już drugi raz mi to robisz Vi.-
Jakim cholernym prawem on mnie osądzał i do tego miałabym mu wszystko mówić.- Nie
oczekuję , żebyś mi mówiła wszystko , ale Twój czerwony nos mówi sam za siebie.-
Wzburzone emocje odrobinę we mnie zelżały, choć miałam wrażenie , że okazałam ich
zbyt wiele i przez to zorientował się , że jestem oburzona. Dotknęłam opuszkami
palców nosa i jego chłód mnie poraził. Corvus zbliżył się do mnie otaczając
swoim ramieniem i kocem , a ja nawet nie protestowałam. Ciepło jego ciała
uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą za pewne z powodu tej bliskości, jego
zapachowi i nadchodzących w konsekwencji ciarek.Przez jakiś czas bawił się
kosmykami moich włosów usypiając tym w pewnym stopniu mnie , a gdy jego oddech
stał się regularny wiedziałam , że zasnął. Czy to wszystko nie dzieje się za
szybko? W mojej głowie krzątała się pewna myśl , że skądś już znam Corvusa. To
nie było jakieś zwykłe tutejsze imię. Myślałam nad tym bardzo długo i to
zamiast zimna utrudniło mi zaśnięcie. Rano obudziłam się w innej pozycji,nadal
w jego objęciach, ale tym razem twarzą do niego i widziałam , że przez dłuższy
czas mi się przygląda. Moje usta były tak blisko jego ust, milimetry dzieliły
mnie od nich. Dusiłam w sobie chęć pocałowania Corvusa i zamiast tego uśmiechnęłam
się i odrobinę odsunęłam. Czy gdybym spróbowała to odwzajemniłby mój pocałunek?
- dzień dobry- wyszeptał
- Cześć-wymamrotałam.- Długo mi się przyglądasz?-
Roześmiał się , ukazując śnieżno białe zęby. Ciepło jego ciała mnie upajało,
było wręcz gorące.
- Tylko chwilę, ale przecież nadal to robię, a Ty nic na
to nie poradzisz.- Teraz śmiech wyszedł z moich ust.
-Skąd ta pewność?- Czy ja właśnie z nim flirtuję? Ukradkiem
spojrzałam na kanapę, próbując nie niszczyć tej chwili i zabrakło mi tam
Loreline i szczęśliwego C.Może są na ganku. Zakryłam dłonią oczy Corvusa.- A
teraz? Nadal uważasz , że nie mogę nic zrobić? - Uśmiech nawet na chwilę nie
opuścił jego twarzy.
- Oh oczywiście , że tak , ale to jest nawet lepsze ,
ponieważ pozostaje mi wyobrażnia i do tego Twój dotyk.- spuściłam dłoń i oboje
wybuchnęliśmy śmiechem z nutką nerwowości. Wstałam nadal opatulona jego pachnącą
bluzą i ruszyłam ku kuchence by zagrzać wodę na herbatę. Na kuchennym blacie
znalazłam notkę od O "Postanowiliśmy wymknąć się do mnie do domu gdy was
zobaczyliśmy. Mam parę ciekawych kadrów, czekam.~O" Corvus wstał przeciągając
się po czym sunął ku stolikowi z już stygnącą herbatą. Zgniotłam papier w dłoni
i wyrzuciłam go do śmieci. Usiadłam wpatrzona w jego piękne oczy i gawędziliśmy
o niczym jak wczoraj przed snem. Z tej pięknej chwili z Corvusem w roli głównej
wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Twarz Corvusa się spięła gdy tak
wpatrywał się w wyświetlacz.
-Viola... przepraszam, ale muszę iść.- wyglądał na
wściekłego i mocno poruszonego, a w jego głosie był wyczuwalny smutek.
- W porządku.- chwyciłam puste kubki po herbacie , a on
zniknął szepcząc "dowidzenia". Corvus był osobą, która wciąż szeptała
, jakby bał się, że ktoś go cały czas podsłuchuje. Nie powinnam się interesować
tym, kto do niego zadzwonił, ale jego reakcja mnie w dużym stopniu zmartwiła.
Uważam ,że zasługiwał na miano mojego przyjaciela. Posprzątałam nasze koce z
podłogi i zorientowałam się, że wyszedł tak szybko nie tylko z powodu naglącego
telefonu , ale dlatego żebym mu nie oddała bluzy. Przynajmniej będziemy mieli
powód żeby się spotkać. Nie chciałam się rozstawać z jego zapachem , ale
musiałam wziąć prysznic i założyć czyste ubrania. W chatce zostały tylko letnie
bluzki z krótkim i jakiś czarne spodnie. Musiałam się zadowolić chociaż tym. Gdy
wyschły mi włosy i byłam gotowa do wyjścia postanowiłam jednak załozyć bluzę boskiego
faceta. Nie chciałam wracać do "siebie" , więc ruszyłam w stronę
centrum miasta , gdzie niedaleko mieszkała Odrey. Drzwi otworzyła mi jej mama obdarzając
mnie jak zawsze serdecznym, ale i współczującym uśmiechem. Zabrała moją kurtkę
i poinformowała, że O jest u siebie. Pomiędzy jej matką , a O było tyle
uderzających podobieństw. Takie same czarne lokowane włosy , dołeczki w
policzkach ,szczupła sylwetka i lodowato niebieskie oczy. Wchodząc do pokoju
Odrey zastałam ją przeglądającą zdjęcia z wczorajszego dnia. Moim zdaniem
niepotrzebnie je robiła, to dziwne , ale wkurzyłam się z tego powodu.
-Cześć Viola, siadaj- poklepała miejsce tuż obok siebie nawet
nie odwracając twarzy w mę stronę.- Musisz to zobaczyć - usiadłam tuż obok niej i nie
mogłam uwierzyć własnym oczom , ale zrobiła mi zdjęcie gdy spałam. Byłam tak mocno
przytulona do ciała Corvusa, że nie wiedziałam jakim cudem on jeszcze oddycha. Dłoń
chłopaka była wplątana w moje włosy , a twarz nad moją, jakby ją otulając.
-Odrey!- wykrzyczałam.- Nie rób mi więcej takich zdjęć!- Cieszyłam
się , że nie. Ma z nami Conora I Davisa, ponieważ jestem pewna , że mieli by ubaw
po pachy.
-Przecież to nic takiego.-broniła się Odrey- Nie mogłam się
oprzeć. Przepraszam.- O uczęszczała na kółko fotograficzne, bo tam się poznałyśmy,
oczywiście to ona posiadała większy talent do "kadrowania" , za to ja miałam
lepszy aparat, który i tak jej oddałam. Posiadanie takiej przyjaciółki jaką jest
Odrey to nie lada skarb.
-okej, wybaczam Ci ten haniebny wyczyn, ale obiecaj mi, że
to się już nigdy więcej nie powtórzy.- skinęła uradowana głową po czym pokazała
mi resztę zdjęć. Na większości jestem ja i chłopak moich marzeń, przez co
posłałam O parę kąśliwych komentarzy , które i tak zbyła śmiechem. Po jakimś
czasie , gdy leżałyśmy na podłodze jedząc słodkości i gawędząc, zadzwonił mój
telefon.
Hannah.
- Violetto, skarbie. Gdzie jesteś?- Nie czułam nic. Ani
miłości , ani udawanej troski, słowa Hanny szły jak polecenie wydane robotowi.
Hannah i George czyli robot i traktor nie mogli mieć dzieci, więc podesłano im
mnie. Bogatą sierotę. Też mi pociecha.
- U Odrey - nie odezwała się wcale, pewnie znów
zapomniała kim ona jest- Odrey Havernsby, przyjaciółka , ze szkoły. - rzuciłam
oschle, ale udawałam milutką.- Czy coś się stało?- Hannah oddychała do słuchawki,
po czym podała ją Georgowi.
- Jedziemy do restauracji na kolację-był poddenerwowany-
I myśleliśmy , że się z nami zabierzesz.- raz chyba mogę coś dla nich zrobić.
Odrey wszystko słyszała i pokiwała głową na znak , że powinnam się zgodzić.
-Hmm okej. Zaraz będę.- oboje odetchnęli z ulgą. Jedyne
na czym im zależało to na dobrych relacjach ze mną. Byle byśmy się nie nienawidzili.
-Zamówić Ci taksówkę?- To, było z czystej wygody,a nie z
martwienia o to ,że ktoś po drodze zadźga mnie nożem.
-Nie, dzięki, poradzę sobie.- Z tymi słowami rozłączyłam
się i posłałam smutny uśmiech Odrey. Zazwyczaj gdy zabierali mnie gdzieś na
kolację, to tylko dlatego , że stało się coś poważnego. Ostatni raz był wtedy gdy musieli mnie
uświadomić,że kosze na śmieci nie służą do rzucania nimi w innych. Ta myśl
wywarła na mnie takie radosne uczucie, że całą drogę do domu się śmiałam. Mina
Loli , gdy zawartość drugiego kubła wylądowała na jej włosach i sukience była
bezcenna. Nie żałuję , że to zrobiłam. Dzięki temu Odrey uzyskała parę niezłych
zdjęć na konkurs, który wygrała. Wchodząc do domu jak zwykle z nikim się nie
przywitałam. Pobiegłam na górę i przebrałam się w jedną z bardziej odpowiednich
sukienek na kolację z robotem i traktorem. Ściągnęłam bluzę Corvusa i starannie
odłożyłam ją do szafy. Zapach nadal był silny, ale zmieszał się z moim dając
wspaniały efekt. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół. Mina Hanny nie zdradzała mi
niczego, nie mogłam sobie nawet przypomnieć co ostatnio przeskrobałam.
Właściwie to nic, jedyną rzeczą, która wpadła mi do głowy było nazwanie pani od
biologii gatunkiem zagrożonym wyginięciem , ale to było nic w porównaniu z
kubłami na śmieci miotanymi w kierunku Loli. Wsiadłyśmy do auta, gdzie czekał
traktor bez słowa. Tylko on obdarzył mnie przyjaznym uśmiechem , bo no cóż
zawsze tak robił. Wolał ze mną nie zadzierać. Zawsze pozwalał mówić Hannie ,
ale gdy jej brakowało słów , dokańczał jej myśl. Zawsze tak było. Po prostu wzajemnie
się uzupełniali, w sposób szczególny. Na myśl o ich miłości do siebie, zaczęłam
rozmyślać o tym co działo się dosłownie parę godzin temu. Ja w ramionach
Corvusa, czując jego zapach , czując JEGO. Chciałabym się jeszcze z nim
zobaczyć, a każda chwila bez niego była jak udręka. Wgapiłam się w okno, a gdy
oprzytomniałam zobaczyłam w nim swoje odbicie. Sukienka na ramiączach w kolorze
pudrowego różu, do tego srebrny łańcuszek matki, który jako jedyny został
odratowany po wypadku... Byłam do niej podobna , tylko , że ona była piękna i
wyjątkowa. Kolor włosów odziedziczyłam po ojcu. Teraz były ułożone tak , by
opadały kaskadami na ramiona i plecy. Co do makijażu to nie chciało mi się
malować, po śmierci rodziców uznałam , że nawet toną tego paskudztwa nie ukryję
cierpienia, które dzień w dzień musiałam znosić patrząc po prostu w swe oczy.
Zaparkowaliśmy niedaleko budynku i musiałam chwycić Georga pod ramię. Osobiście
lubiłam ich. Ja się za bardzo nie wtrącałam do nich , a oni nie wtrącali się przesadnie
do mnie. Zawarliśmy taki mały nieświadomy układ. Gdy zjedliśmy swoje miejsca przy
zarezerwowanym stoliku bez żadnych zbędnych ceregieli rozpoczęli przemowę, która o dziwo nie była tyradą.
-Violetto...- rozpoczął traktor dość spokojnie , ale ja mu
przerwałam, na co tylko westchnął.
-Słuchaj George, jeśli znowu dyrektorka Ci coś powiedziała
to tym razem nie byłam ja.-Hannah pokręciła głową z niesmakiem. Wolałam ich upewnić
, że nic nie zrobiłam od razu się broniąc. Może jednak źle postąpiłam, być może
jednak gdzieś podwinęła mi s noga.
-To Ty słuchaj Violetto-syknęła Hannah, jak odczułam pomału
tracąc do mnie cierpliwość.-Musimy Ci powiedzieć coś bardzo ważnego-dodała z powagą
w głosie. Przynajmniej nie była już tak udawanie sympatyczna. Usiadłam prosto i
zamówiłam coś do przekąszenia jak każdy.
-więc, zamieniam się w słuch- oparłam łokcie na stole , czym
chyba zepchnęłam Hannę na jej granicę bycia miłą i wywołałam na jej twarzy okropny
grymas psujący jej MILUŚKI całokształt. George tylko westchnął, a jego następne
słowa zbiły mnie kompletnie z tropu i odechciało mi się droczenia z Hannah.
-więc młoda damo, odnaleźliśmy twojego biologicznego
ojca.- Oni go w ogóle szukali? Szczęka opadła uderzając z głośnym łomotem o
stół. Siedziałam tam wgapiona w nich z rozdziawioną szczęką. Wiedziałam od mamy
, że ojciec , który mnie wychowywał nie jest moim biologicznym ojcem, gdyż poprzednio wymienimy nie żyje. Jak większość mojej rodziny. Robot próbował zdobyć się na
jakieś uczucia, ale jej nie wyszło, ponieważ odtrąciłam dłoń, którą próbowała
chwycić moją. Chciałam się do kogoś przytulić, wypłakać, do Odrey, Conora, Corvusa,kogoś
mi bliskiego. Zdobyłam się jednak na parę słów.
- Kim on jest?- Robot i traktor wymienili spojrzenia i
ponownie skupili się na mnie. Jakby komunikowali się w myślach, kto co będzie
mi mówił.
-To Thomas Levington, zmienił nazwisko, gdy rozstali się
z Twoją matką.- Mówiła Hannah ,ale ja już jej nie słuchałam. W głowie tułała mi
się jedna wielka myśl "Dlaczego" dlaczego on to zrobił? Dlaczego okłamała
mnie własna matka, a może ona nie była moją matką. Byłam wściekła, moją rozpacz
zastąpił ogromny gniew, którego nie potrafiłam znieść. Gwałtownie wstałam
rzuciłam serwetkę na stół i odepchnęłam od siebie kelnera wylewając na niego
zawartość posiłku,który wcześniej jeszcze niczego nieświadoma zamówiłam. Zaczęłam
przepraszać kelnera i pomagać mu wytrzeć plamę na koszuli i w tym samym momencie
uderzył we mnie zapach dobrze znanych słodko-ostrych perfum. Roześmiane
bursztynowe oczy wpatrywały się we mnie , gdy próbowałam zetrzeć tę nieznośną
plamę, do której istnienia, niestety ale się przyczyniłam. Tuż obok mnie stał
Corvus, który chwycił moje dłonie w nadziei, że się opamiętam, ale tak się nie
stało. Cały czas mamrotałam pod nosem słowo "przepraszam" , nie byłam
w stanie powrócić do świata, który jeszcze przed chwila mnie otaczał, czułam się
jakbym została zagubiona gdzieś daleko w ciemności, z której nie ma ucieczki.
Czułam jak wchłania mnie coś z czego już nie ma ratunku. W odsieczy przyszedł
mi mój ukochany który mówił do mnie jakieś słowa kojąco miękkim głosem, za
którym postanowiłam podążyć. Okazało się, że dzięki temu odnalazłam się z
powrotem w rzeczywistości. Nie byłam już w restauracji, ani na parkingu, ani
nawet w samochodzie moich udawanych rodziców. Leżałam pod kocem u siebie w
pokoju, a tuż obok mnie siedział Corvus, gdzieś niedaleko słyszałam głosy Odrey
i Conora kłócący się o jakieś błahostki.
- Czy ja umarłam? - spytałam wszystkich obecnych i nagle
nastała okropna cisza.- powiedzcie mi , bo nawet nie spisałam testamentu i
Conor nie dostanie mojego pamiętnika, o którym marzy od podstawówki- wszyscy
wybuchnęli śmiechem i rozsiedli się obok mnie na łóżku.
-Wróciłaś- szepnął Corvus z niemalże niewidocznymi łzami
w oczach, po czym pocałował mnie w czoło przynosząc bardzo miłe ciepłe uczucie,
jakby tak już miało być.
-A gdzieś byłam?- z tego co się stało w restauracji pozostały
mi jedynie jakieś przebłyski. Conor rozczochrał moje włosy mówiąc:
- Spałaś jakieś cztery dni laleczko.- Zaczęłam wpatrywać się
w okno jakby ktoś tam stał,ale przecież nikogo tam nie było. Cztery dni, całe cztery
dni byłam w śpiączce.- Tylko Ty wiesz gdzie byłaś.- Odwróciłam wzrok w stronę C
, a on jakby przeraził się widokiem mojej twarzy. W tej samej chwili pokoju wparował
robot i wyprosił wszystkich oprócz Corvusa, gdyż ten upierał się ,że musi ze mną
zostać. Hannah zostawiła tacę z jedzeniem , na którego widok omal nie zwymiotowałam
i niechętnie wyszła.
-Co się ze mną dzieje?- powiedziałam , a Corvus zbył moje
pytanie podając mi tacę.
- Powinnaś coś zjeść.- Odrzuciłam tacę na podłogę i
resztkami sił nakrzyczałam na niego.
- Nie! Nie będę niczego jadła dopóki mi wszystkiego nie
wytłumaczysz! Jestem pewna ,żeTy coś wiesz!- bezradnie zaczęłam szukać
czegokolwiek by w niego rzucić. Jedyne co znalazłam to resztki szkła wbite w
dłonie i poduszki. Brałam co dali i rzuciłam nimi w Corvusa, który gdy tylko mnie
dosięgnął ścisnął moje nadgarstki swoimi gorącymi miękkimi dłońmi i przycisnął
mnie do łóżka.
- Viola! Uspokój się! - nie krzyczał na mnie tak jak ja
krzyczałam na niego jedynie mówił podniesionym głosem.- Proszę Cię, uspokój
się.- Uścisk jego dłoni na moich nadgarstkach odrobinę zelżał gdy przestałam
się miotać i uświadomiłam sobie wszystko co się przedtem wydarzyło. Mam na imię
Violetta Ardon, mam 17 lat, moi rodzice zginęli w wypadku 9 miesięcy temu , a
ja nadal nie mogę sobie z tym poradzić. Dokładnie cztery dni temu dowiedziałam się
od moich zastępczych rodziców Hanny i Georga, że mój biologiczny ojciec Thomas
Levington jednak żyje i , że tuż przed śmiercią rodziców uczęszczałam do
psychologa, ponieważ zdarzały mi się ataki depresji. Właśnie tam poznałam Corvusa.
Nie mogłam w to uwierzyć. Rozpłakałam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz