wtorek, 25 lutego 2014

An Angel or Fallen Angel

 Taki tam kolejny rysunek z nudów. Czy tak po zmianie może wyglądać Corvus ? Oczywiście w wyobraźni wygląda to dużo ciekawiej i lepiej. Pozdrawiam czytelników ;)

Oczy są po to, by patrzeć, dusza jest po to, by pragnąć.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Jestem. Rozdział VIII- Corvus

Powoli , małymi krokami zbliżyłem się w stronę namiotu. Serce zaczynało bić szybciej, to musiało być to miejsce. Z drżącymi dłońmi odsłoniłem kotarę i moim oczom ukazało się nic innego jak szalejący płomień świecy, łóżko oraz stolik na , którym znajdował się nóż i parę paczek ziół uśmierzających ból. Uważnie rozejrzałem się po wnętrzu namiotu. Jak na namiot w tym punkcie był dość mały. Łóżko wyglądało jakby jeszcze do niedawna było używane. Zbliżyłem się i dotknąłem wymiętego materaca. Jeszcze ciepły... Nie zdążyłem się odwrócić , a usłyszałem jedwabisty kobiecy głos, tak piękny jak niemalże syreni śpiew. Cały zadrżałem , ale postanowiłem tego nie okazywać.Strach był ostatnią rzeczą , której teraz potrzebowałem.
- Nie ruszaj się- Poczułem chłód grotu strzały tuż przy szyi. Serce ponownie przyspieszyło. Jeśli to była ona , błękitnooka kobieta. Byłem uratowany, ale jednak nie miałem pewności , czy będzie chciała mi pomóc.
- Posłuchaj, nie skrzywdzę Cię, nie mam takiego zamiaru , po prostu potrzebuję Twojej pomocy. -  Głośno przełknąłem ślinę, a ona prychnęła. Oddychałem ustami, a słony pot spływał maleńkimi kropelkami po twarzy.
- Nie pomogę tak krnąbrnej duszy jaką jest Twoja.- zakpiła ostro, mocniej naciągając strzałę na cięciwę. Bicie mojego serca było słyszalne nawet dla osób poza namiotem. Opanuj się Corvusie.- syknąłem w myślach  - Wolałabym abyś od razu ukazał swoje prawdziwe oblicze. - Nie mam czasu do stracenia, zegar tykał nie ubłagalnie. Muszę się odwrócić i odebrać jej łuk, ale co jeśli nie zdołam. Zginę ?
- Poczekaj, na prawdę nie wiem o co Ci chodzi, chcę tylko odzyskać... - Nie zdążyłem dokończyć zdania , a strzała zdążyła zatopić się w mojej skórze rozcinając parę więzadeł i nerwów, ale o dziwo nic poza tym się nie stało. Wyciągnąłem ją natychmiast z szyi pełen paniki. - Co u diabła ?!- wrzasnąłem. Krew ze strzały kapała równo na ziemie tuż przy moim bucie rozchlapując się i brudząc go. Spojrzałem na nią , ale ona nie wyglądała na równie spanikowaną. Była jedynie zdziwiona moją reakcją. Nie dała się jednak zwieść i z drugiego kołczanu na plecach wyciągnęła piękną białą jak śnieg zdobioną wyrytymi w niej liśćmi strzałę wycelowaną prosto w moje serce.
- Sam dobrze powinieneś wiedzieć. - W momencie gdy jej palce puściły osadę strzały , moje ciało zaczęło płonąć żywym ogniem. Czułem , że coś gwałtownie wyrasta mi z pleców wnosząc ogromny ból, ciało zrobiło się masywniejsze i o wiele wyższe, a w dłoni pojawił się ciężki strzelisty miecz i czarna jak węgiel tarcza , którą zdołałem się osłonić przed atakiem. Biała strzała rozbiła się na milion części niczym delikatna porcelanowa laleczka. Upadłem na kolana. Nie zorientowałem się , że krzyczę, nie byłem pewien czy z napływu bólu czy ze strachu. Po tej przedziwnej przemianie moje włosy sięgały mi za łopatki, a skóra była kredowo biała. Nie potrafiłem się skupić na żadnej z konkretnych rzeczy. Z odległych zakątków podziemi dobiegały mnie szeptane rozmowy lub nawet bójki w tanich  karczmach. - No no no .... , Jednak wiedziałeś o co mi chodziło - szyderczy uśmieszek wkradł się na jej twarz. Sięgnęła dłonią do sakiewki, srebro sztyletu poraziło moje oczy. Wyczułem jej zmieszane emocje. Strach , złość , czystą nienawiść ,brak zaufania, niepewność, załamanie i nawet skrytą miłość. - Przestań to robić- warknęła. Nagle przed jej umysłem stanęła wielka czarna ściana i choćbym nie wiem co próbował zdziałać nie chciała runąć. Poczułem delikatny chłód za moimi plecami. Odwróciłem się by sprawdzić co jest tego powodem, ale próbując nadal kontrolować niebieskooką. Użyłem tego przedziwnego zmysłu słuchu by wiedzieć co wyprawia moja niedoszła zabójczyni. Moim oczom ukazały się ogromne kruczo czarne skrzydła, którymi potrafiłem poruszać, co jednakże sprawiało ból. Uniosłem swoje ciało do pionu i stanąłem tuż przed nią.
-Czym jestem? - wyszeptałem sam do siebie z nutką goryczy. Jej oczy błysnęły, zbliżyła się i oparła swoją dłoń na mojej klatce piersiowej. Jej maleńka dłoń była ciepła i bardzo delikatna , jak malutki świeży kwiatek wśród dziko rosnących zaniedbanych krzewów. Miałem ponad 2 metry wysokości i dziewczyna wyglądała dla mnie tak drobnie ... jak wtedy w lesie, gdy odebrałem jej łuk i ... ogromny ból przeszył moją głowę i upadłem z głośnym hukiem,boleśnie zamieniając się z powrotem w człowieka. Ubrania , które miałem na sobie były rozdarte, skrzydła zniknęły, a błękitnooka siedziała tuż obok mnie z dłonią na moim policzku -Corvusie Już wiem po co przyszedłeś. - wyszeptała i ucałowała mnie w czoło.

środa, 19 lutego 2014

Przeszłość. Rodział VII- Violetta Ardon



ROZDZIAŁVII - Viola
Miałam pewien problem z poukładaniem sobie tego wszystkiego w głowie, ponieważ wcale tego nie pamiętałam. Gdy Corvus puścił moje nadgarstki usiadłam z kolanami przy brodzie i myślałam o tym jak go poznałam, był moim psychologiem. Wyglądał podobnie, jedyne co go różniło od obecnej postaci tuż obok mnie był wiek, gdyż mój psycholog był o jakieś dwadzieścia lat starszy. Teraz siedział na krześle tuż obok mnie i próbował dotknąć mojej dłoni, ale ja się wzdrygnęłam , co go powstrzymało. Wiedziałam , że skądś go znam , ale do tej pory nie mogłam sobie tego przypomnieć. Chociażby tego, że kiedykolwiek miałam depresję.

- Czym ty jesteś?- mój głos był bardziej przerażony niż się tego spodziewałam. Siedział cicho i jedynie jego bursztynowe oczy wpatrywały się we mnie.- Wiem , że nie jesteś człowiekiem.- Nie zmusił się nawet na banalne "ale o co ci chodzi" . Nie mogłam uwierzyć, że z niewinnego dyskutowania o literaturze, przyjaznego tańca i rozmów przejdziemy w TO. Nie potrafiłam tego inaczej nazwać. Cisza w pokoju zabijała mnie od wewnątrz. - Pytałam czym Ty do cholery jesteś.- mogłoby się wydawać, że jestem zła ,ale powiedziałam to najspokojniej jak tylko potrafiłam.

- Wiem , słyszałem. - jego mocny głos trafił we mnie z taką mocą jakbym dostała kulkę w łeb.- Viola... nie bój się mnie. Nie skrzywdziłbym Cię, nigdy.- owijał w bawełnę, jak ja tego nie znoszę. Nawet nie drgnęłam , tylko spokojnie czekałam na wyjaśnienia, które jak sądzę nie chciały nadejść. Zaczęłam więc nerwowo wyrywać nitki z koca, którym wcześniej byłam opatulona.

-Dlaczego nic nie pamiętałam? - wyszeptałam wtulona w swoje kolana. Nawet jeśli zapewnił mnie, że mnie nie skrzywdzi, to nic nie dawało mi zaświadczenia , że jestem bezpieczna.  Bałam się go jak ognia.

-Ponieważ sprawiłem byś zapomniała, nie wiedziałem, że znów Cię spotkam. Chociaż w głębi serca wciąż tego pragnąłem.- Ośmieliłam się na niego spojrzeć. W jego oczach wypisana była miłość i troska o mnie. Musiałam odepchnąć od siebie uczucie , które do niego żywiłam, czułam się otępiała gdy tak na mnie patrzył swoimi pięknymi oczami.

- Jak mogłeś... Jak mogłeś wymazać coś co jest w moim życiu najważniejsze?!- Rzuciłam tonem oskarżycielskim.  Pamięć. To było jedyne co mi pozostało po rodzicach. Zastanawiałam się jak on dokonał tego wszystkiego.

-Jak już mówiłem nie wiedziałem, że ponownie się spotkamy. Viola uważam , że nie jesteś gotowa by znać prawdę. -Przetarł powieki dłońmi. - Ale niestety musisz ją poznać.- Wstrzymałam oddech na parę uderzeń serca.
- Proszę , mów. - Wyjąkałam. On tylko skinął głową i zaczął opowieść.
-Ponad 2000 lat temu... Sam dokładnie nie wiem. Nie mam tak doskonałej pamięci.- Patrzyłam w jego oczy, przeszklone, jakby myślami wracał do tego wszystkiego, jakby tam już był. Jakby to przeżył.- Niedaleko dystryktu Ryedale w okolicach lasu zaczęły dziać się paranormalne rzeczy. Ród Ardon prowadził badania nad tym co się tam wyrabiało. Twoja prababka, nie wiem jak daleka ,ani jak bliska, Hayley Ardon była skutkiem tych wydarzeń. Miałem okazję ją poznać. Była mi bardzo bliska... - spojrzał na mnie powracając do teraźniejszości. Przełknął ślinę i kontynuował, a ja pozostawałam w ciszy. Do  tej pory miałam wrażenie , że to wszystko to prawda, ale kim on jest. Owszem Hayley była moim przodkiem , ale jak on mógł ją znać.- A Ty Viola jesteś jej kolejnym wcieleniem. Gwiazdy mszczą się na nas za przeszłość naszych przodków, ale tak na prawdę za każdym razem my nawaliliśmy. Spróbuję Ci pomóc sobie wszystko przypomnieć , ale bez pomocy Twojego ojca niczego nie zdziałamy.- " A Ty Viola jesteś jej kolejnym wcieleniem" Świat zatrzymał się na parę sekund gdy ślepo wpatrywałam się w Corvusa. Jak to jestem jej wcieleniem. Po co potrzebny jest mój ojciec. Zaczynało mi się kręcić w głowie od nawału myśli.
- To... Niemożliwe...- Zbliżył się do mnie i chwycił moją dłoń.
- Viola , to jest możliwe, czy nie czujesz jakiejś bliskości z Twoją prababką? Czy nie masz wrażenia , że gdzieś już mnie widziałaś?- Mój oddech zrobił się niewymiarowy, a serce zaczęło pracować zbyt szybko.- Nie masz wrażenia , że mnie znasz?- Zbyłam te pytania odwracając wzrok i przypominając sobie swoje pierwsze pytanie do niego.
- Nadal... Nie wiem , czym jesteś...- W mojej głowie pojawiła się wizja kobiety uciekającej w białym płaszczu poprzez ogromny przerażający las. W dłoni trzymała łuk i pragnęła odnaleźć pewnego mężczyznę. W tym momencie za nim podążała. Starała się biec bezszelestnie i zwinnie. Myślała tylko o tym jak wytropić tego demona. Nagle otworzyłam oczy na świat. Corvus trzymał moją dłoń z wypisanym żalem na twarzy. To wspomnienie na pewno było jego sprawką. Zaczęłam kasłać głośno i wybiegłam na balkon przewracając krzesło stojące mi na drodze. Wybiegł za mną z niewyobrażalną prędkością.
- Chcę wiedzieć wszystko ! O co tu chodzi ! - oddychałam gwałtownie, a on stał w ciszy. - Corvusie , proszę! - Schowałam twarz w dłoniach i wtedy się odezwał.
- Jestem najgorszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałaś. Mam z tego powodu ogromne poczucie winy i choć mi się to nie podoba. Zwykle nie pozwalasz mi odejść.- Chłodne powietrze muskało moją skórę i rozwiewało włosy. Spojrzałam prosto w jego załzawione oczy. Staliśmy chwilę w ciszy czułam jej ogrom. Zamykam się w sobie. Czułam to znowu, ale Corvus mi nie pozwoli. Odezwałam się.
- Na pewno nie jesteś.- mówiłam krztusząc się łzami.- Nie chcę byś odchodził. Sam mówiłeś mu... musimy znaleźć mojego ojca - W głębi duszy błagałam by został. By mnie wspierał, ale nadaj myślałam o C i O. Chciałabym by byli tutaj ze mną.
-Ale Viola... Ja.. Jestem Demonem.


Rozdział VI - Corvus / Namiot 21

Straciłem nadzieję. Straciłem nadzieję na lepsze jutro. Z ciężkimi mięśniami wyczołgałem się się z namiotu wprost na pijanego sprzedawcę, wywracając stół i jego towary. Mówił do mnie różnymi nieciekawymi wiązankami , które tylko w połowie do mnie dotarły. Dookoła przechadzało się wielu ludzi wgapionych we mnie, ale i tych co postanowili nie wściubiać nosa w nie swoje sprawy. Jeden z nich pomógł mi się pozbierać z ziemi. Rozglądałem się niespokojnie w poszukiwaniu namiotu "21" ale nigdzie go nie znalazłem. Wszędzie tylko ludzie , mnóstwo ludzi i tych  targujących się i tych wchodzących do małych budynków z zakładami fryzjerskimi , jubilerskimi lub namiotów oświetlonych latarniami. Ktoś o silnych dłoniach pomógł mi wstać pozwalając mi na utrzymanie równowagi. Człowiek , który cały czas trzymał dłoń na moim barku patrzył  niecierpliwie z szeroko otwartymi oczyma.
- Podejrzewam , że mnie nie pamiętasz.- skinął głową ściągając czapkę, gdyby nie światło prowizorycznych lampionów nie zauważyłbym blond czupryny i  zielonych oczu. Mój mózg jeśli chodzi o wspomnienia pracował na bardzo niskich obrotach , a gdy usilnie próbowałem sobie coś przypomnieć zaczynała boleć mnie głowa.
- Niestety nie.- nadal przyzwyczajałem się do dźwięku własnego głosu. Mężczyzna opuścił dłoń z mojego ramienia z rozczarowaniem wypisanym na twarzy. Moje oczy cały czas wyszukiwały namiotu z tym przeklętym numerem. Niedaleko mnie biegła ścieżka na wskroś , której poustawiane był namioty z numerami po kolei od "10-20", ale pod koniec niej nie było tego przeklętego namiotu z numerem "21". Cholera. Zacząłem podążać tą dróżką.
"Namiot 21 , tuż za przemytnikami." Przemytnicy... Przemytnicy.
- Ej przyjacielu , poczekaj.- "przyjacielu" Nic nie pamiętam , więc nie mogę nikomu zaufać. Dlaczego więc zaufałem tamtej babuleńce z namiotu. Może tu nie ma tej dziewczyny, może na wet namiot "21" nie istnieje? Mimo wszystko przyspieszyłem  , a on i tak dorównał mi kroku, a po chwili stanął mi na drodze z wyciągniętą dłonią ,szczerząc zęby w głupkowatym uśmiechu.  -Christopher Bell. - Nie uścisnąłem jego dłoni , a jedynie zignorowałem. Musiałem odnaleźć tą dziewczynę, ale przecież on mógł mi pomóc. W głowie zaczęło mi pomału coś świtać. Christopher Bell. Bell...
- Zakład jubilerski ? - zapytałem natarczywie.Widziałem go wcześniej parę metrów stąd , brudny z popękanymi szybami. Chris pomachał głową radośnie i wtedy w mojej głowie pojawił się przedziwny obraz. Ja w garniturze poszukujący pierścienia z maleńkim rubinem, tuż obok szczęśliwa kobieta w czerwonej jak kamień sukni o blond włosach upiętych wysoko. Widziałem już ten sam zakład jubilerski tu w podziemiach, ale to co przedstawiało się w mojej głowie działo się u góry, gdyż światło dzienne wpadało przez czyste okna. Płacąc za pierścionek czułem ogromną satysfakcję , a sprzedawca (Chris) machał radośnie głową. Potem wyszliśmy z budynku i zostaliśmy napadnięci przez trzech mężczyzn. Jeden z bronią palną , pozostali z nożami. Próbowałem jej bronić , nie ważąc na swoje życie , ale i tak przeżyłem, a ona nie. Wróciłem do Chrisa w podziemiach. Christopher patrzył na mnie z wyrazami smutku.
- Gdzie my jesteśmy ? - Spytałem. Pokręcił głową.
- Wiem stary , że to dla Ciebie ciężka chwila , ale sam musisz się tego dowiedzieć.- Poklepał mnie po ramieniu.- I tak już wystarczająco Ci pomogłem. - Począł odchodzić w przeciwnym kierunku.
- Poczekaj ! - Odwróciłem się w jego stronę , a on przystanął. -Wiesz gdzie ona jest prawda?- Bell znów pokręcił głową i odszedł. Stałem z rozłożonymi rękoma i nie wiedziałem co począć. Chodziłem boso w przedziwnych luźnych spodniach obwinięty bandażami nie przykuwając uwagi innych. Podchodziłem do każdego przechodnia i lekkomyślnie szturchałem go i prosiłem o pomoc. Nikt nie chciał mi pomóc. Jeden starszy pan chwycił moją dłoń i ze smutkiem pomachał głową. O co chodzi z tymi wszystkimi ludźmi. Kim ja jestem. W końcu gdy zabrakło mi sił i ból w mięśniach stał się nie do zniesienia postanowiłem wrócić do mojego namiotu. Pamiętałem drogę , ale po parunastu krokach nie wytrzymałem i przycupnąłem na lodowatej wydeptanej przez mieszkańców ziemi. Mój oddech był spazmatyczny i za każdym razem gdy wciągałem powietrze w płuca bolała mnie cała klatka piersiowa. W ziemi wdeptany leżał czerwony kamyczek. Wiedziałem , że dłużej posiedzę w tym miejscu , a nie mam najmniejszej ochoty myśleć jak wielką porażkę odniosłem więc  zacząłem rysować coś na kształt pierścienia z wizji. Postanowiłem to nazwać wizją , bo nie mam pojęcia co to było. Usłyszałem hałas z niedaleka dobiegał czyjś delikatny oddech i duszący kaszel. Gdy skończyłem przyglądałem się obrączce z kamyczkiem. Po chwili usłyszałem krzyk i gwałtownie spojrzałem w górę. Dwóch rosłych mężczyzn szeptem targowało się o jakiś nielegalny towar. Przemytnicy, nie mogłem w to uwierzyć , ale na wprost mnie znajdował się namiot "21".


czwartek, 13 lutego 2014

Muszę w końcu dodać coś od Violi.

Przestałam pisać z punktu widzenia Violi , ale przecież mogę wrócić do tego w każdej chwili, więc zamierzam zrobić to jakoś jutro po tym jak wrócę z kina... Skończyłam na tym jak Corvus tłumaczy Violi kim jest, ona nie potrafi tego sobie przyswoić. Narysowałam ostatnio BŁĘKITNOOKĄ  <3 tzn jest do niej podobna. Ona będzie tak wyglądać później  ;3 POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO CZYTANIA.

Później dodam jakieś lepszej jakości  i oczywiście ulepszone , ponieważ troche ją od wczorajszego dnia poprawiłam ;)

sobota, 8 lutego 2014

Amnezja. Rozdział V- Corvus


Nie mam pojęcia co się ze mną stało po upadku , ale obudziłem się cały w bandażach w jednym z namiotów w podziemiach. Wokół mnie biegało mnóstwo znachorek i zielarzy. Ktoś nastawiał mój wybity bark, czułem rwący ból ,a  po krzyku niesamowitą ulgę. Co się stało. „Dziewczyna, musisz znaleźć dziewczynę”, jaką dziewczynę ?-pomyślałem. Mój umysł toczył wielką bitwę o poukładanie myśli, a obrazy z walki przelatywały tuż przed moimi oczami. Łuk , miecz , krew , generał, błękitne oczy.
- Corvus ! – ktoś klepał mnie po ramieniu. – Mój bracie. – Oślizgła i lodowata dłoń pozostała na moim ramieniu. Moje ciało było sparaliżowane , albo tak mi się wydawało, nie czułem , nie potrafiłem niczego zrobić. Po paru minutach ciszy odwróciłem głowę , udało mi się , ale to co ujrzałem nie było tym co chciałem zobaczyć. Najgorszy z ludzi w moim oddziale.
Agenor .
Spróbowałem usiąść by móc spojrzeć w jego przenikliwe , fałszywe oczy , w których było   coś zwierzęcego ,co odpychało i przerażało ludzi. Z pewnością , Agenor nie był milutkim człowiekiem. Dlaczego jego pamiętam ?
- Nie przemęczaj się.- Dłonią zmusił moje wiotkie ciało do dalszego odpoczynku. Może i pamiętam jego imię , ale nic poza tym. Stosunek jaki do niego odczuwałem był niezwykle niezrozumiały. Gdy mówił , naprawdę mnie denerwował , do tego czułem dystans i wyższość . Miałem wrażenie jakby był dla mnie gorzej niż nikim.- Odniosłeś poważne rany Corvusie.-  Usta Agenora wygięły się tak jakby był smutny , choć jego oczy perfidnie się śmiały.  Corvusie… , więc mam na imię Corvus, totalna porażka! Nawet nie pamiętam kim jestem.
- Co się stało ? – to był mój głos ? Czułem jakbym dopiero poznawał siebie. Wbrew pozorom udawałem , że wszystko ze mną w porządku. Zignorowałem mieszankę uczuć , doznań i wspomnień w moim mózgu , zacząłem  koncentrować na otoczeniu i na Agenorze oczywiście. Dodatkowo musiałem odnaleźć niebieskooką dziewczynę.
- Byłeś na zwiadach , po drodze natknąłeś się na ściganego niewolnika i stanąłeś w jego obronie. - Powiedział krótko Agenor , obrzydliwie się przy tym irytując.- W twoje ramię wdało się częściowe zakażenie- kontynuował.- więc będziesz musiał tu zostać przed dłuższy czas, dowódco. - Jestem dowódcą. Czyim... " Odnajdź dziewczynę!" Głos w mojej głowie rozbrzmiał groźnie i prawdziwie, obróciłem się na bok i upadłem na ziemię boleśnie krzycząc. Ponownie straciłem panowanie nad ciałem i nie miałem najmniejszej ochoty go odzyskiwać. Pozwoliłem się ponieść głosowi w mojej głowie. " Odnajdź dziewczynę... Ona przywróci Twoje wspomnienia. " Tymi słowami odzyskałem świadomość. Leżałem z powrotem na łóżku ,a obok mnie starsza kobieta z załzawionymi oczami.

- Kobieta. - wyszeptałem , a ona ścisnęła moją dłoń kiwając głową.

- Musi panicz odpoczywać.- Rozkazała ,ale myśl o błękitnych oczach mnie prześladowała. Ilekroć zamknąłem swoje , wzrok niebieskookiej natrętnie powracał.
- Niebieskooka... Kobieta. - Tylko to byłem w stanie wypowiedzieć. Łza wypłynęła na wskroś zmarszczonego policzka i wtedy poczułem , że ta babka jest moją doradczynią... od zawsze.
- Dobrze paniczu. Namiot 21 , tuż za przemytnikami. - Ucałowała moją dłoń i wyszła z namiotu pozostawiając ślady maleńkich bucików na chłodnej ziemi. Dlaczego trzymali ją akurat tam, próba poruszenia zranionymi mięśniami była beznadziejna , upadłem z hukiem na ziemię. Dam radę... Dam radę. Podparłem się o stoliczek z lekarstwami i wypełznąłem z namiotu. To co ujrzałem po wyjściu przekraczało wszystkie wyobrażenia podziemi. To miejsce tętniło życiem.