Ale opowieść jest z punktu widzenia Corvusa , jego innego wcielenia. POZDRAWIAM , miłego czytania.
W podmokłym, gęstym i ciemnym lesie Dalby na terenach
dystryktu Ryedale w północnej Anglii znajduje się tajna siedziba arystokratów
łaknących władzy i mocy jaką posiadają tylko naznaczeni. Stowarzyszenie nie
składa się tylko z najbogatszych , ponieważ co ja bym tutaj robił ? Zostałem
wychowany w klasztorze , ale gdy osiągnąłem pełnoletniość , brutalnie mnie
stamtąd wyrzucono. Nie żebym tęsknił. Moi rodzice spiskujący przeciwko nim
zostali zabici przez przywódcę tego ruchu, poprzez spalenie żywcem gdy miałem 6
lat , zostałem przymuszony do patrzenia na ich cierpnie , na ich ból , płacz i
krzyk na te rozpadające się w czerwieni i czerni ciała, na odpadającą zwęgloną
skórę. Następnie ja miałem zostać zabity w tym samym lesie poprzez ścięcie
głowy , ale jakimś cudem ocalałem i uciekłem. Znaleźli mnie mocno uduchowieni
zbieracze , którzy oddali mnie do klasztoru. Codzienny ból i kłamstwa , które
we mnie wpajano ukształtowały mój już od dziecka trudny charakter. Ja również
spiskuję przeciwko temu stowarzyszeniu w tajemnicy. Nikt z tych wszystkich
ludzi nie wie kim byłem. Gdy wyrzucono mnie z klasztoru przyjąłem imię na
Corvus. Zapożyczyłem to imię , bardziej przydomek od gwiazdy. Gdy byłem mały
mama często opowiadała mi o tym gwiazdozbiorze. Historia o kłamliwym kruku ,
egoiście i ukaranym na zawsze przez boga Apolla przypomina mi o tym jaki kiedyś
byłem. Pustym wrednym egoistycznym dzieciakiem myślącym jedynie o sobie i o tym
jaki ból przeżyłem , choć sam stwierdzę iż nie miałem łatwego życia, a i dzięki
temu jestem kim jestem. Blizny na moim całym ciele pozostały, często byłem
karany za cokolwiek bym nie zrobił, ale kto wytłumaczy dziecku , które widziało
śmierć rodziców, że po prostu ”tak nie można” , ale te emocjonalne rany również
pozostawiły swój ślad. Dołączyłem do tej grupy pod imieniem Corvus gdy na
wielkim rynku odbywała się walka, w której wygrałem , to oni mnie wybrali na
swojego towarzysza , a raczej na takiego od brudnej roboty. Walczyłem w niej o
swój honor , uważano mnie za leniwego i rozbestwionego dzieciaka , którym
niegdyś byłem. Ujrzeli mnie, moją siłę,
waleczność , odwagę , pomysłowość i spryt. Oczywiście sam bym tyle o sobie nie
stwierdził. To oni wymieniali moje zalety i opowiadali innym jaki jestem , a ja
tylko stałem i w spokoju słuchałem, udając , że wszystko mi jedno. Nie byłem
bogaty przez co dołączenie do nich było wielkim „zaszczytem”. Pasowało mi to
ponieważ musiałem się w jakiś sposób do nich zbliżyć, by w końcu dokonać
zemsty. Istniało również stowarzyszenie ludzi walczących przeciwko nim, to ja
byłem jego dowódcą. Często moi towarzysze mówili , że już na mnie czas i
powinienem oddać komuś berło władzy, ja jedynie odpowiadałem , że nadejdzie ich
czas i , że dobrze wiem co robię. Osobą, która ubiegała się o te względy był Agenor,
waleczny i bohaterski człowiek. Nie lubiłem go , ale szanowałem. Niestety na
mojego zastępcę pasowała mi bardziej kobieta , której nie powinno z nami być.
Była równie waleczna i pełna wdzięku , odważna ,ale skryta. Wiedziała o mnie
dużo , ale nie tyle ile ja sam wiedziałem o sobie. Dobrze wiedziałem , że
nikomu nie powie o moich rodzicach. Tylko dwie osoby na świecie o tym
wiedziały. Ja i Ona. Nie ośmieliła by się komukolwiek powiedzieć. Wiedziała co
by ją wtedy czekało. Nie skrzywdziłbym jej w życiu, ale jej szacunek do mnie
sam mówił za siebie , że nie powinna. Na początku wszyscy uważali , że to
mężczyzna, lecz pewnego dnia , gdy byłem na warcie i przeczesywałem teren,
czułem się śledzony. Byłem pewien , że to ktoś kogo dobrze znam. Była mroźna
zima ,ale świeciło piękne słońce , a śnieg pod moimi nogami skrzypiał
delikatnie , pozostawiając ślady moich stóp. Miałem na sobie długi ciepły
płaszcz, w którym mieściło się wiele niewidocznych broni i oczywiście jedna z
ważniejszych części mojego ubioru, wielki kaptur przykrywający większość mojej
twarzy co i tak robiły już długie, gęste ciemno-brązowe włosy, które niesfornie
wypadały z kucyka. Na moich plecach znajdował się pełen kołczan. W dłoni
trzymałem masywny łuk, który otrzymałem po ojcu. Słyszałem kogoś , czyjś
delikatny oddech, obicie się drewna o drewno i teraz byłem pewien , że nie jestem
sam. Założyłem łuk na plecy i pomału wyciągnąłem sztylet z kieszeni. Drzewa
były wysokie i utrudniały większą widoczność. W białym stroju ciężko raczej
było mnie zauważyć więc o to się nie martwiłem. Martwił mnie fakt , że ktoś
może odnaleźć naszą siedzibę i musiałem go jak najszybciej unicestwić. Zacząłem
biec , swobodnie i bezdźwięcznie, po czym wspiąłem się na drzewo i wypatrywałem
czegoś co by nie pasowało. Po paru sekundach nieustającej obserwacji ujrzałem
małą białą postać poruszającą się zwinnie ,lekko , szybko, ale i z odrobiną…
gracji. Postać zniknęła, mój sokoli wzrok nie mógł jej nigdzie wypatrzeć. Jeśli
chodzi o ubiór i siłę jaką przyłożono do tego biegu to na pewno był mężczyzna.
Jaka kobieta by się tu zakradała? Żadna. Mężczyzna nie był na pewno łatwym
przeciwnikiem, ale i nie trudnym biorąc pod uwagę moją siłę, jednak w nim było
coś słabszego no i zniknął mi z oczu. W
momencie gdy zeskoczyłem z drzewa poczułem , że ktoś za mną stoi, o
ironio, tak było. Nie miałem czasu by zareagować i tylko odwróciłem się w tamtą
stronę. Ta sama postać rzuciła się na mnie zeskakując z drzewa i przygniatając
mnie swoim małym , ale skutecznym ciężarem. Jedna z moich rąk została pode mną
, zgnieciona przez ten ogromny ciężar. Z łukiem i strzałą tuż przy mojej twarzy
pewnie i nonszalancko utrzymywał mnie w tej pozycji. Jak mogłem być tak
nieuważny i pozwolić się zaskoczyć. Wiedziałem , że nie mogę robić gwałtownych
ruchów, ponieważ w tym momencie moje życie wisi na włosku. Nie wiedziałem kim
on jest. Na jego głowie znajdował się również wielki kaptur , który mi się
zsunął przy upadku. Czułem jak śnieg pode mną pomału topnieje. Muszę się jakoś
ratować , ale najpierw chcę wiedzieć kto to jest. Mogłem równie dobrze
przechwycić łuk mojego prześladowcy , ale obawa przed tym , że może mieć te
same „zabawki” co ja, mnie zniechęcała. Rozglądałem się uważnie , ale w
większości utrzymywałem wzrok na postaci by nie wzbudzić podejrzeń, i o to
jest. Mój sztylet! Leżał niedaleko , mogłem go sięgnąć, ponieważ jedna z moich
dłoni leżała bez oporu. Postać nie spuszczała ze mnie wzroku i w momencie gdy
moja dłoń poszukiwała sztyletu , odwróciła głowę , a ja miałem czas. Chwyciłem
łuk i wyrzuciłem go jak najdalej potrafiłem po czym zepchnąłem z siebie oprawcę
i przygwoździłem do ziemi zrzucając mu kaptur. Ujrzałem wielkie przestraszone
błękitno-niebieskie oczy z długimi ciemnymi rzęsami. Twarz , blada jak śnieg o
blado-różowych policzkach i jasno-różowych ustach. Włosy były upięte i schowane
pod chustą. To nie mogła być prawda. Złapała mnie, kobieta ? Do tego o tak
delikatnej i pięknej urodzie. Teraz wydawała się jeszcze drobniejsza niż
przedtem. Walczyła i szarpała się chwilę , a ja tylko automatycznie
przytrzymywałem ją , pełen myśli. Co ona tu robiła? Czemu mnie zaatakowała? Jej
dłoń wymsknęła mi się i po chwili już była przy mojej twarzy. Zrobiłem
niezgrabny unik. O matko. Nie doceniałem jej. Szorstka rękawica pozostawiła
ślad na moim policzku, ale to nie wystarczyło by mnie ogłuszyć. Przytrzymałem
ją tym razem mocniej , a ona nadal się szarpała. Wstrząsnąłem nią parę razy , a
ona nadal zacięcie walczyła. Nie zniosłem tego.
- Przestań ! Nie skrzywdzę Cię, tylko przestań !- Odetchnąłem i odrobinę poluźniłem uścisk gdy przestała się miotać. Znów patrzyła mi głęboko w oczy, była piękna i delikatna, niczym lilia. Nie wiedziałem kim była, co tu robiła, ale czułem , że to nie jest przypadek więc..- Kto Cię przysłał ? –powiedziałem surowo udając , że jej los jednak mnie nie obchodzi. Nie mogłem dłużej na nią patrzeć. Widziałem w niej kogoś mi znajomego, jej wyraz twarzy był nieustraszony za to w oczach widoczny był przenikliwy lęk. "Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu jako błogosławieństwo, inni jako lekcja."
- Przestań ! Nie skrzywdzę Cię, tylko przestań !- Odetchnąłem i odrobinę poluźniłem uścisk gdy przestała się miotać. Znów patrzyła mi głęboko w oczy, była piękna i delikatna, niczym lilia. Nie wiedziałem kim była, co tu robiła, ale czułem , że to nie jest przypadek więc..- Kto Cię przysłał ? –powiedziałem surowo udając , że jej los jednak mnie nie obchodzi. Nie mogłem dłużej na nią patrzeć. Widziałem w niej kogoś mi znajomego, jej wyraz twarzy był nieustraszony za to w oczach widoczny był przenikliwy lęk. "Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu jako błogosławieństwo, inni jako lekcja."
Łooo, chciałabym dalszą część historii :O Pewnie będą razem co ?
OdpowiedzUsuńRaczej tak hahah , chyba ze ktos stanie na ich drodze... :3
Usuń